Miasta nie mają pomysłu na segregację śmieci PDF Drukuj Email
30.01.2008.
Miasta nie mają pomysłu na zagospodarowanie śmieci  - czytamy w POLSKA The Times.



Gdzie i jak popadnie, bez względu na to, czy są kontenery, czy nie. Tak wygląda polityka gospodarki odpadami w Polsce. Warszawa jest na szarym końcu listy miast odzyskujących odpady. Poziom tzw. odzysku wynosi tu około 4 proc. Tymczasem według dyrektyw unijnych już w 2014 roku powinno być to 50 proc.

 

Jest więc dużo do zrobienia. Należałoby zacząć od zmiany nastawienia nas wszystkich: zwykłych obywateli, urzędników w gminach i pracowników firm zajmujących się wywozem odpadów. Na razie jedni zrzucają winę na drugich, zapominając, że za tę niefrasobliwość płacić będą kolejne pokolenia. Istnieje regulamin utrzymywania czystości i porządku w mieście. Nakazuje firmom oczyszczającym ustawianie pojemników na sortowane odpady. To najprostsze rozwiązanie, bo nikt z nas nie musi mieć w domu pięciu kubłów na odpady. To jednak teoria. Bo niestety ciągle są firmy, których pracownicy nie respektują zasad segregowania odpadów. Co z tego, że mamy osobne kontenery, skoro po ich zawartość przyjeżdża jedna śmieciarka?

 

Spółdzielnie mieszkaniowe i wspólnoty, których zadaniem jest zatrudnienie firmy zbierającej odpady, umywają ręce. Z ich punktu widzenia wszystko jest w porządku, bo w końcu dają miejsce na pojemniki. Tymczasem to, co się dzieje potem ze śmieciami, jest jedną wielką niewiadomą. Owszem, wojewoda dostaje sprawozdania za rok działalności firm porządkowych. Ale sam jestem ciekaw, co jest w takich dokumentach?

 

Owszem, firmy oczyszczające tłumaczą się później, że śmieciarka ma odpowiednie przegrody. Innym razem mówią, że przyjechali tylko po selekcjonowane odpady. Ale mam nagrania, które stawiają jedną z takich firm w bardzo niewygodnej sytuacji. Na nagraniach widać gołym okiem, jak do śmieciary wędruje dosłownie wszystko. Trzeba przyznać, że wiele osób utwierdza właścicieli firm w przekonaniu, że dobrze robią. W jaki sposób? Na przykład wyrzucając śmieciśmieci w dwóch workach. W jednym są odpadki kuchenne, z którymi nic już nie można zrobić. W drugim - śmieci do sortowania. W ekodomku pracuje człowiek, który rozkłada te rzeczy na przynajmniej 27 oddzielnych frakcji, m.in. drewno, baterie, śruby, plastik, żarówki i lekarstwa.

 

Wybudowanie jednego domku kosztowało 60 tys. zł. W Warszawie na budowę odpowiedniej liczby domków potrzeba by 90 mln zł. Tymczasem od lat mówi się o budowie spalarni, która pochłonie miliardy. Wyraźnie widać, że brakuje w Polsce przemyślanej polityki gospodarowania odpadami. A my, przymykając na to oczy, wyświadczamy sobie niedźwiedzią przysługę.


Krzysztof Rytel, Społeczny Instytut Ekologiczny

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Newsletter